Adam i Ewa

Opisana jest w Biblii dokładnie historia, jak z żebra Adama stwarza Bóg Jahwe kobietę i przyprowadza ją do organodawcy. Ani goły Adam, ani goła kobieta nie krępują się przed sobą. W raju, w którym mieszkają czai się jednak złowrogi wąż, który kusi głupią babę. Chodzi konkretnie o smakowite, ale zakazane jabłko z rajskiego sadu. Goła kobieta zrywa je oczywiście, łamiąc nakaz Boga Jahwe, czyli grzesząc. W tym momencie zaś stają się symetrycznie dwie rzeczy (podaję w paru najbardziej współczesnych tłumaczeniach, żeby nie być posadzony o manipulację tekstem): „A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski”. (Biblia tzw. Tyniecka, Poznań 1971, A). „Teraz otworzyły się obojgu oczy i zszyli liście figowe i zrobili sobie przepaski” (Pismo święte pod redakcją ks. Michała Petera, Poznań 1973, B). „Wtedy otworzyły się oczy im obojgu i poznali, że są nadzy. Spletli więc liście figowe i zrobili sobie przepaski” (Pismo święte Brytyjskiego i Zagranicznego Towarzystwa Biblijnego, Warszawa 1986, C).

Jahwe interweniuje natychmiast. W odwet za to wykroczenie, a może nawet sprzeniewierzenie przeciw jego regulaminowi deklaruje kobiecie: „Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą” (A). „Wielce pomnożę dolegliwości brzemienności twojej. W bólach rodzić będziesz, a do męża twego będzie cię skłaniać pożądliwość twoja, a on panować będzie nad tobą” (Księga Rodzaju, KUL, pod redakcją X. dr. Stanisława Lacha, Poznań 1962). „Pomnożę dolegliwości brzemienności twojej, w bólach będziesz rodziła dzieci, mimo to ku mężowi twemu pociągać cię będą pragnienia twoje, on zaś panować będzie nad tobą” (C). „Pomnożę po wielekroć cierpienie twych brzemienności. W boleściach będziesz dzieci rodziła, wszakże do męża będziesz lgnęła, a on rządzić będzie tobą” (B).

Związek przyczynowo-skutkowy wydaje się jasny. Zauważenie nagości jest odkryciem seksualizmu. W tym momencie dokonuje się zamiana rajskiej nieśmiertelności indywidualnej na nieśmiertelność gatunkową (społeczną), która wymaga rozmnażania się, a więc rodzenia przez kobiety dzieci. Na scenę wkracza tu śmierć. Co było zbędne w raju, teraz staje się koniecznością – kobiety muszą rodzić, bo ludzie będą umierać. W raju życie było wieczne. Śmierć wymusza nieuchronność prokreacji. Wszystko, co związane jest z seksem i rozmnażaniem się stanowi więc funkcję śmierci, jest nią skażone, a więc ciemne, brudne i grzeszne. Z sadystyczną dosadnością Jahwe prawi o tym jak „pomnoży dolegliwości brzemienności”, „obarczy bólem brzemienności”... Albowiem brzemienność i konieczność rodzenia dzieci jest karą. Karą jest również to, iż kobieta będzie czuć, co występnie zdarzyło się w raju, pożądanie względem mężczyzny. Pożądliwości mężczyzny względem kobiety nie poświęca Jahwe ani słowa. Owszem, informuje go (3,19), że i on będzie odtąd śmiertelny oraz zmuszony do pracy (3,17–18), winowajca upadku jest jednak wskazany jednoznacznie – jest nim kobieta, od tej chwili istota NIECZYSTA. Miesiączkujące, ciężarne, rodzące zwierzę seksualne. Wyjaśnia to dobitnie Klemens Aleksandryjski (zm. 212): „Gdy Salome pytała Pana: «Dokąd śmierć będzie sprawowała swą władzę?», odpowiedział Pan: «Dopóki wy, kobiety, będziecie rodzić»”.

Pisał święty Odo z Cluny (zm. 942): „Całe piękno kobiety polega na skórze. Gdyby mężczyźni zdawali sobie sprawę, co się pod skórą ukrywa, to sam widok kobiet byłby im wstrętny. Bo cóż się mieści w kobiecych nosach, gardłach, brzuchach... – Obrzydliwe nieczystości. A my, którzy wzdragamy tknąć się, choćby palcem, błota, rzygowin czy gnoju, jakże możemy czuć satysfakcję ze ściskania w ramionach tych worków ekskrementów!?” (cytuję za: Louis Réau, Iconographie de l’art chrétien, t. II, cz. 2). Budzić się może oczywiście prostackie pytanie: cóż innego mieści się w męskich nosach, gardłach, brzuchach. Jest to jednak pytanie bezprzedmiotowe. Nie ma tu bowiem symetrii: to kobieta uwodzi, zwodzi, prowadzi w otchłań nieczystości i grzechu. Podkreśla raz jeszcze Peter Brown (Ciało i społeczeństwo, mężczyźni, kobiety i abstynencja seksualna we wczesnym chrześcijaństwie, Kraków 2006): „Ubolewający nad śmiercią mężczyźni skłonni byli ją postrzegać jako zagrożenie wynikające z niezmiennej uwodzicielskiej mocy kobiet (...). Niektórzy radykalni uczniowie Tacjana Syryjczyka (ur. 130 – zm. ok. 185) wręcz przypisywali aktowi seksualnemu fakt pierwotnej utraty Ducha przez Adama i Ewę. Utrzymywali, że Ewa napotkała węża, reprezentanta świata zwierzęcego, a on nauczył ją robić to, co robią zwierzęta – mianowicie kopulacji. Tak oto Adam i Ewa, przyłączywszy się poprzez useksualnienie do świata zwierząt, znaleźli się na śliskim stoku, który przez seksualność powiódł ich ku dziedzinie zwierzęcej, a stąd ku grobowi”. Tertulian (155–220) zwracając się do kobiety, pisze (cytuję za Jeanem Delumeau, Strach w kulturze Zachodu XVI–XVIII w., przeł. A. Szymanowski, Warszawa 1986, s. 292): „Winnaś zawsze nosić żałobę, być okryta łachmanami i ogarnięta skruchą, by odkupić grzech zagubienia rodzaju ludzkiego (...). Kobieto, jesteś bramą diabła. Ty dotknęłaś drzewa Szatana i ty pogwałciłaś prawo Boskie”. Powoli wszystko się miesza: grzech pierworodny, nieczystość metafizyczna i brutalnie, cieleśnie dosłowna. Święty Augustyn nie zajmuje się nawet aspektem teologicznym: Inter urinam et faeces nascimur – „Rodzimy się w wydzielinach i brudach”. Jest mu głęboko przykro, iż musiał się znaleźć na tym świecie za przyczyną kobiecych flaków. Ten strach przed nieczystą kobietą przeradza się w rzeczywistość społeczną. Pisze Francesco Petrarca, ten sam, który zakochany był w Laurze, ujrzanej w Wielki Piątek 1327 w kościele świętej Klary w Avignonie i nigdy więcej, była więc dla niego snem, natchnieniem i złudzeniem: „Kobieta (...) jest prawdziwym diabłem, wrogiem pokoju, źródłem rozterek, przyczyną zbędnych kłótni zakłócających równowagę ducha... A niechże się żenią ci, którzy czują pociąg do obcowania z żoną, do nocnych obłapywanek, do skomlenia dzieciarni, do udręki bezsenności... My, jeśli tylko leży to w naszej mocy, wolimy uwieczniać nasze imię talentem, a nie małżeństwem, dziełami ducha, a nie dzieciakami, w cnocie, a nie w zespoleniu z kobietą”. „Strach przed kobietą – próbuje tłumaczyć katolicki historyk Jean Delumeau – nie jest wymysłem ascetów chrześcijańskich. Ale jednak – jest zmuszony przyznać – prawdą jest, że chrześcijaństwo przyswoiło go sobie bardzo wcześnie i że następnie straszyło nim aż do początków XX wieku. Oznacza to, że agresywny antyfeminizm nie jest nowością w języku teologicznym”.

„Kobieta, która w raju zaprzedała nas śmierci, której nieczystość brudzi nasze domostwa i zatruwa ziemię, waży się niekiedy podnosić wężową głowę i nawet podważać słowa swojego męża i pana. Zaprawdę nie ma kary na takową bezczelną zuchwałość. Nie wystarcza rózgi, gdyż obojętne ile krwi z jej grzbietu spłynie, co miesiąc przyniesie nową krew zatrutą” (Chorycjusz retor, VI w., podług wydania Förstera, Leipzig 1929). Rozumiejąc, że skrajność podobnych stanowisk może stać się przeszkodą w ewangelizacji, czyli umacnianiu pozycji Kościołów, chrześcijaństwo kreowało kult Matki Bożej Maryi niemający realnych podstaw w piśmie. Zwana „matką”, „kobietą”, została jednak radykalnie odseksualniona. Kolejne dogmaty dotyczące jej czystości ustanawiają, iż zachowała ona dziewictwo (wyjaśnijmy brutalnie: hymen) nie tylko w momencie poczęcia, ale także po porodzie! Jest to więc kobieta nadfizjologiczna, niemająca nic wspólnego z nieczystymi istotami błąkającymi się i zwodzącymi na naszym niskim padole. W dyskusji nad celibatem powiedział ksiądz Boniecki, podówczas redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego”, iż w momencie zawsze możliwych prześladowań, ksiądz nieobciążony rodziną, a więc mniej podatny na sentymentalny szantaż, ma większe szanse przetrwać w wierze i oporze. Jest to zapewne jedyny argument za celibatem, który do mnie przemówił. Tyle, że ustanawiający reguły celibatu w najmniejszej mierze się nim nie interesowali. Dla nich liczyło się bowiem, żeby nie wydał kapłanów „Bóg poprzez pożądania ich serc na łup nieczystości” (Rz 1, 24–25). A chodzi tu jeszcze, tak przynajmniej było to później interpretowane przez Ojców Kościoła, o obcowanie z kobietami, czyli swoiste zaledwie „zanieczyszczenie”. Cóż dopiero przyznanie kobietom samego przywileju sprawowania kapłaństwa. Tutaj nieczystość zyskiwałaby możliwość zatruwania obrządku i samej, jedynie słusznej nauki. Dlatego też Kościół rzymskokatolicki nie podejmuje nawet cienia dyskusji na ten temat, gdyż byłaby ona w samym punkcie wyjścia sprzeniewierzeniem się Pismu. W wyznaniach świętego Cypriana (J.N. Bakhuizen van den Brink, Scriptores christiani primaevi, Haga 1946) ciało chrześcijańskiego mężczyzny jawi się jako mikrokosmos, który byłby nieskalany, gdyby nie płodowy pobyt w ciele żeńskim i zatrucie jego wydzielinami, co zasiało w nim elementy pierwiastka podatnego na oddziaływanie żeńskie. Dlatego też mężczyzna musi twardo zapanować nad kobietą – dać jej zatrudnienie w dziedzinach „niemających związku z myślą” (Tertulian), karać jej uchybienia cnocie i posłuszeństwu, nie poddawać się jej fanaberiom i zachciankom. Jest oczywistością, iż żona może być przez męża karana fizycznie. Francuscy libertyni lubujący się w praktykach flagelacyjnych, twierdzili cyniczne (de Sade), iż poniżając kobiety robią w końcu to, co Kościół od dawna zalecał. Tak więc libertynizm w najbardziej nawet wyuzdanych swoich formach, co jest paradoksem, mógł odwoływać się do uświęconej tradycji uznając kobietę za stworzenie gorsze, mające być w pełni obiektem męskiej woli, a co więcej – stworzenie, któremu należy się kara. Nic więc dziwnego, iż w korzeniach światopoglądowych, nawet świadomie, jak na przykład hrabia Honoré de Mirabeau, powracał libertynizm do wizerunku kobiety winnej grzechu i śmierci. Zresztą, nie mogło być inaczej. Libertynizm chciał być ruchem (czy raczej praktyką) świętokradczym. Podejmował więc konfrontację na terenie ustalonym już i ugruntowanym, przekręcając i deprawując normy społeczne, nie negując jednak ich fundamentów. Wyuzdany mnich Clément w powieści markiza Donatiena de Sade’a (Justyna, czyli nieszczęścia cnoty, Łódź 1987) tłumaczy Teresie: „skoro tylko zaczyna się mówić o lubieżności – natychmiast podnosi się szum. Robią go zwłaszcza kobiety, nieustannie strzegące swoich praw, kobiety, których słabość i znikoma wartość nie pozwalają na utratę czegokolwiek (...). To niewielka strata, gdy mężczyzna dla wzmocnienia swojej rozkoszy zaniedba albo zepsuje przyjemność kobiecie. Tak naprawdę nie ma przecież żadnego porównania między mężczyzną a kobietą”. Oto interpretacja tradycji, bluźniercza być może, ale nieubłaganie konsekwentna.

Biblia, definiuje Encyklopedia Katolicka, jest to „zbiór ksiąg uważanych przez Kościół za natchnione oraz przyjętych do kanonu Pisma Świętego z uwagi na zawarte w nich objawienie Boże (...). Biblia jako słowo Boże stanowi największą świętość dla wyznawców monoteizmu żydowskiego i chrześcijańskiego”. Dodajmy, że biblijną wizję rajską przejął też w znacznej części islam.